You are hereEuro 2012 na Ukrainie / Lato na Maderze: będzie 4+4
Lato na Maderze: będzie 4+4
W Bukareszcie UEFA zdecydowała, że Warszawa, Poznań, Gdańsk i Wrocław już mogą się czuć gospodarzami Euro. Z Ukrainy – tylko Kijów, i nie jest przesądzone, czy utrzyma mecz finałowy, czy będzie go musiał oddać Warszawie, która ma już mecz otwarcia. Lwów, Donieck i Charków dostały ultimatum: albo pokażecie do końca listopada, że potraficie przyspieszyć przygotowania, albo się rozstaniemy. - Myślę, że będzie rekomendacja cztery plus cztery miasta. U nas 15 meczów, na Ukrainie, z finałowym, 16. - mówi przebywający na Maderze Grzegorz Lato. - Czerwonej kartki dla Ukrainy nie będzie - potwierdza Adam Olkowicz, wiceprezes PZPN i dyrektor Euro 2012 w Polsce.
Wczoraj po południu Michel Platini zamknął się z Komitetem Wykonawczym w Reid’s Palace, najpiękniejszym hotelu – zamku w Funchalu, wzniesionym na klifie. Dziś wymieniali poglądy, a decyzję ogłoszą jutro po 13. Jeśli pojawią się wątpliwości, wezwą zainteresowanych. Nie tylko przedstawicieli Ukrainy, może również Grzegorza Latę i Adama Olkowicza, dyrektora turnieju Euro 2012 w Polsce. – Dostaliśmy zaproszenia i potraktowaliśmy je jak polecenie przyjazdu. Możliwe, że będzie tak jak w maju w Bukareszcie i komitet wezwie nas na rozmowy – mówi Olkowicz.
- Jutro zapadną ostateczne decyzje w sprawie Euro 2012 - ile miast będzie miała Ukraina, gdzie będzie finał. Ściskam kciuki i myślę, że wszystko idzie w dobrym kierunku. Przez sześć miesięcy Ukraina zrobiła naprawdę solidny kawałek pracy. Myślę, że będzie rekomendacja cztery plus cztery miasta. U nas 15 meczów, na Ukrainie, z finałowym, 16. Trzeba uczciwie powiedzieć - pomysł był Ukrainy, nie nasz. Wiadomo, że sami by tego nie zrobili, ale my sami też byśmy turnieju nie dostali. Partnerem jest się na dobre i na złe - mówi prezes PZPN Grzegorz Lato
- Czerwonej kartki dla Ukrainy nie będzie. Przybyliśmy tu z nadzieją, że starania Ukrainy zostaną nagrodzone - dodaje Adam Olkowicz.
Platini wspominał w wywiadach, że w grę wchodzą już tylko dwa warianty. Ukraina będzie miała cztery miasta, albo dwa. UEFA chce uniknąć nieparzystej liczby stadionów, bo to komplikuje podział spotkań. Niemożliwe jest też, by miejsce ewentualnie odrzuconych zajęły Kraków i Chorzów skreślone w Bukareszcie. Tym bardziej nie ma mowy o przeniesieniu turnieju do innego kraju czy poproszeniu Niemców, żeby pomogli i wzięli część meczów do Lipska i Berlina, jak od miesięcy opowiada niemieckim gazetom anonimowy działacz Deutsche Fussball Bund.
Wszystko, tak wynika z wypowiedzi Platiniego, ma zostać w wyznaczonym pół roku temu gronie: pięć miast, które już przeszły selekcję, i trzy, którym dano szansę poprawy. Jeśli zamiast planowanych ośmiu będzie tylko sześć miast, wtedy więcej spotkań dostanie Polska.
Ukraińcy także są przekonani, że żadnych skreśleń już nie będzie. – Przez pół roku nadrobiliśmy zaległości, usunęliśmy wszystkie przeszkody. Oczekujemy równego podziału: Polska ma cztery miasta, my też chcemy czterech – podkreśla odpowiedzialny za przygotowania do Euro wicepremier Iwan Wasiunyk. – Równy podział to byłoby najlepsze wyjście, bo Euro nie jest tylko projektem sportowym, ale i politycznym, zbliżenia między naszymi narodami.
Z rozmów oficjalnych i kuluarowych wynika, że UEFA robi wszystko, by obronić wariant cztery plus cztery – mówi minister sportu Adam Giersz, który pod koniec listopada na spotkaniu tzw. komitetu sterującego w Nyonie słuchał ekspertów UEFA oceniających postępy Ukrainy, a w ubiegłym tygodniu odwiedził Kijów i był pod wrażeniem tempa przygotowań.
Od czasu ultimatum Ukraińcy otworzyli dwa stadiony: w Doniecku i w ostatni weekend w Charkowie. Przyspieszyły prace na kijowskim Stadionie Olimpijskim, trwa budowa we Lwowie. Ale oddanie stadionu niczego nie gwarantuje. Przekonał się o tym Dniepropietrowsk, który pierwszy miał obiekt na Euro, a został zdyskwalifikowany w Bukareszcie przez problemy z hotelami i z lotniskiem.
Pod tym względem miasta, które pozostały w grze, też wiele się nauczyły. W remoncie są lotniska w każdym z nich. Co najważniejsze dla UEFA, również lotnisko Boryspol pod Kijowem. – Hoteli wiele na Ukrainie nie przybyło, ale w raportach jest duża poprawa, bo UEFA zastosowała plan B, czyli korzystną interpretację – tłumaczy Adam Giersz.
Nie wiadomo, czy Komitet Wykonawczy też będzie tak wyrozumiały jak eksperci UEFA. – Myślę, że będzie się kierował ich rekomendacjami, a nie swoimi odczuciami. Jeśli wyczuwałem u działaczy UEFA jakąś niepewność, to raczej nie co do stanu przygotowań miast, tylko co do ogólnej sytuacji politycznej na Ukrainie. W styczniu są wybory, ale wicepremier Wasiunyk zapewnił, że wszystkie siły polityczne Euro wspierają – zaznacza Adam Giersz.
Prezydent Wiktor Juszczenko ma nawet na plakatach wyborczych wypisane: „My zdobyliśmy Euro 2012”. Ale tak naprawdę Euro zdobyli i napędzają przygotowania ukraińscy oligarchowie. Hryhorij Surkis, szef federacji piłkarskiej i władca Kijowa. Rinat Achmetow, który dał kilkaset milionów euro na stadion swojego Szachtara (najnowocześniejszy w Europie), a teraz jeszcze pomaga rozbudować lotnisko, stawia hotele. Albo Ołeksandr Jarosławski z Charkowa, który w części sfinansował przebudowę stadionu Metalista i inne inwestycje w mieście.
Najsłabiej przygotowany jest Lwów, jednak gdyby UEFA skreśliła to miasto i trzymała się tego, co mówi Platini – 4+4 lub 4+2 – to musiałaby odrzucić jeszcze jedno. I trzeba by wybierać: odstrzelić Donieck i zadrzeć z Achmetowem, najbogatszym człowiekiem w Europie, albo uderzyć w Charków, a tamtejszy wicegubernator jest bardzo wpływowym działaczem związku piłkarskiego. Tak źle i tak niedobrze, a to już ostatnia chwila na podjęcie decyzji.
Ostateczna decyzja będzie zależała od tego, co powie zgromadzonym Martin Kallen, najważniejszy urzędnik UEFA odpowiadający za Euro 2012. Jedna z tych osób, które do Michela Platiniego dodzwaniają się o każdej porze dnia i nocy. To Kallen podpowie rozwiązanie: czy Ukraina ma mieć dwa miasta, czy cztery, czy finał będzie w Kijowie, czy jednak w Warszawie. Jeśli Kallen uzna, że trzy miasta wystawione pół roku temu na próbę nie są w stanie zorganizować turnieju, który zadowoli sponsorów UEFA i telewizje płacące za transmisje, powie to głosującym. Za to mu płacą. Zorganizował z sukcesami Euro 2004 i 2008, ale jeśli Euro 2012 się nie uda, będzie jego ostatnim turniejem w UEFA.
Pojawiające się opinie, że Ukraińcy mogli przedstawić UEFA raporty ubarwione na swoją korzyść, to naiwność. Przez ostatnie miesiące Kallen przejechał Ukrainę wzdłuż i wszerz, wynajmował niezależne firmy pomagające mu w monitorowaniu sytuacji. To nie jest dyrektor siedzący za biurkiem i czytający raporty. Jeśli ma kaprys sprawdzić, jak wygląda komunikacja między Donieckiem a Charkowem, to nikogo nie pyta, tylko kupuje bilet na zwykły autobus i jedzie. A niedawno miał właśnie taki kaprys. W ostatniej inspekcji zakończonej dwa tygodnie temu towarzyszył mu David Taylor. Razem oglądali, słuchali, notowali. Oni już znają rozwiązanie.
W Kijowie trwają przygotowania do pierwszej wielkiej fety pod sztandarem Euro 2012. W poniedziałek na placu Michajłowskim, niedaleko pomnika Chmielnickiego, UEFA pokaże logo i hasło mistrzostw. Będą wszyscy prominenci z Platinim na czele.
Źródło: sport.pl, rp.pl