You are hereStadiony i miasta Euro 2012 / Chorzów - Stadion Śląski / 70 tysięcy widzów na Stadionie Śląskim?

70 tysięcy widzów na Stadionie Śląskim?


By euro 2012 - Posted on 21 luty 2008

slaski.jpg

Specjaliści nie są zgodni czy projekt dachu Stadionu Śląskiego spełnia normy bezpieczeństwa, tymczasem wkrótce poznamy ostateczną odpowiedź, czy Euro 2012 zostanie zorganizowane w Chorzowie. W przyszłym tygodniu spodziewana jest w kraju delegacja UEFA, która ma się zapoznać z warunkami, jakie oferują Chorzów i Kraków w perspektywie najważniejszej imprezy piłkarskiej Europy. Co ciekawe, odżyła idea, by Stadion Śląski rozbudować do 70 tysięcy miejsc na trybunach. Jednym słowem: ucieczka do przodu. To prawda – potwierdza senator Antoni Piechniczek.

– Nie znam się na architekturze i budownictwie, ale nic nie stoi na przeszkodzie, by usiąść w gronie fachowców i przedyskutować, czy taki projekt jest realny. Osobiście widzę w nim same plusy. Byłby to bezsprzecznie największy obiekt w kraju i jedyny, na którym w przyszłości mogłyby być rozgrywane największe imprezy, finału Ligi Mistrzów nie wyłączając. A w tym przypadku, jak wiadomo, istnieje wymóg minimum 70 tysięcy miejsc na widowni. W czasach, gdy gotowość obejrzenia meczu reprezentacji z trybun zgłasza regularnie 250 tysięcy polskich kibiców, taki obiekt w kraju wydaje się niezbędny. Wiadomo tymczasem, że w innych miastach, które dostąpią zaszczytu gospodarza Euro 2012 powstaną dużo mniejsze obiekty. Ponadto obiekt w Chorzowie będzie wielofunkcyjny. W odróżnieniu od innych krajowych projektów, łatwo na nim zainstalować bieżnię lekkoatletyczną, czy tor żużlowy. Praktycznie więc każda impreza sportowa jest tutaj możliwa. Nie mówiąc o koncertach, z których już także słynie Stadion Śląski. - mówi Antoni Piechniczek.

Piechniczek dotychczasowe działania władz wojewódzkich i lokalnych w staraniach o Euro 2012 uważa za niewystarczające. - W Krakowie na rynku wystawiono belę sukna, na której każdy może złożyć podpis popierający kandydaturą tego miasta jako gospodarza mistrzostw Europy za cztery lata – mówi – Gdy zbierze się duża liczba podpisów, kilkaset metrów sukna pojedzie w odpowiednie miejsce, jako namacalny dowód, że pod Wawelem ludzie czekają na najlepsze reprezentacje Starego Kontynentu. W Katowicach i Chorzowie nie widzę nic. Żadnej inicjatywy. Potrzebne są zarówno zaawansowane prace merytoryczne, jak i działania pozwalające gołym okiem dostrzec, że zależy nam na Śląsku, by zorganizować Euro 2012. Jeszcze w tym tygodniu grupa śląskich parlamentarzystów, z panią wicemarszałek Senatu, Krystyną Bochenek na czele, zamierza spotkać się z ministrem sportu Mirosławem Drzewieckim.

- Chcemy najpierw poprzez rozmowę z panem ministrem, a jeśli to nie pomoże, z samym premierem, przypomnieć grzecznie Donaldowi Tuskowi, co mówił na mityngu przedwyborczym w Katowicach – wyjaśnia Piechniczek. – Powiedział wtedy słowa, które wciąż brzęczą w moich uszach: „nie wyobrażam sobie, aby Euro 2012 nie było na Śląsku”. A co teraz robi, żeby było? Śląska aglomeracja traktowana jest jak rezerwa taktyczna, na zasadzie: nie uda się w innym mieście, będzie Chorzów. Otóż chcę powiedzieć z całą mocą, jako trener, który dwukrotnie wprowadził reprezentację Polski do finałów mistrzostw świata, jako ten, który doprowadził ją do trzeciego miejsca na świecie, że ja się na rolę rezerwowego nie zgadzam! Wypięcie się, za przeproszeniem, na taką aglomerację jest wprost niewyobrażalne. Niech mi ktoś powie, na czym polega wyższość piłkarska Dolnego Śląska nad Górnym Śląskiem? Nie widzę, nie słyszę. Euro powinno być i we Wrocławiu, i w Chorzowie, i w Krakowie. Jesteśmy zdania, że tę imprezę należy bezsprzecznie zorganizować w sześciu miastach.

Co na to UEFA? O to Antoni Piechniczek się nie martwi. - Odnoszę wrażenie, że europejskiej federacji piłkarskiej jest wszystko jedno, czy Euro 2012 odbędzie się w sześciu polskich miastach, czy w czterech. Dziś, większą nadzieję na to, że ta impreza odbędzie się na Stadionie Śląskim, upatruję w stronie ukraińskiej, której też zależy, by mecze na jej terenie odbyły się w sześciu miastach. Utwierdził mnie w tym przekonaniu prezes tamtej federacji piłkarskiej Hryhorij Surkis, który podczas niedawnej wizyty w Polsce zapewnił, że oni będą „dusić” UEFA, aby przeforsować ten projekt. „Kto wierzył, że dostaniemy Euro? – zapytał mnie i szybko dodał: - Nikt. To uwierz mi, że będzie sześć miast w Polsce”.

Chciałbym, żeby premier Tusk w ten sposób ze mną rozmawiał. Na ostatnim zjeździe PZPN powiedziałem, że przyznanie organizacji Euro 2012 Polsce i Ukrainie, to większa zasługa naszego partnera i obecnego na sali Surkisa, ale trzeba też pamiętać, że to zwycięstwo, było uwarunkowane również wynikami polskiej reprezentacji. Przecież od roku 1974 byliśmy sześć razy na mistrzostwach świata, dwa razy wywalczyliśmy na nich trzecie miejsce, cztery razy wyszliśmy z finałowej grupy, zdobyliśmy złoty medal olimpijski i dwa srebrne. A teraz mam pytanie – gdzie te wszystkie sukcesy się zaczynały? Na Stadionie Śląskim! Kraków i Śląsk mają więcej mistrzowskich tytułów w kraju, niż cała reszta Polski razem wzięta, i te miejsca miałyby zostać pominięte przy organizacji Euro 2012?!

W przyszłym tygodniu na Śląsk przyjedzie szóstka delegatów UEFA, która ma zbadać stan przygotowań naszego regionu do organizacji Euro 2012. Wizyta okryta jest największą tajemnicą. Przedstawiciele UEFA sami chcą wybrać sobie hotel, a także poruszać się po Śląsku komunikacją publiczną, czyli tramwajami oraz autobusami. Z góry zastrzegli też sobie, że do Krakowa nie chcą jechać autostradą A-4, ale pociągiem. Zażądali też, aby ich pracy nie przyglądały się media.

- Potraktujmy tę wizytę z największą powagą – mówi senator Antoni Piechniczek. - To być może decydujący element, który przeważy szalę na naszą korzyść. Przez sprawę kłótni o zadaszenie Stadionu Śląskiego już straciliśmy co najmniej 20 procent czasu.

Źródło: sport.wp.pl

Etykietowanie








Szukaj na Projekt2012.com.pl

Nawigacja